Wielki Piątek – z Jezusem na Golgocie



Umierasz na krzyżu, Panie. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, których kochasz, których nie przestajesz kochać, nawet gdy Cię krzywdzą. Chcę być dziś z Tobą na Golgocie. Wiem, że to będzie bolesne, ale chcę iść z Tobą. Chociaż tyle. Będę miała łatwiej niż Ty, bo będę z Tobą, Twoja miłość mi pomoże. Kiedy idzie się z krzyżem, ale ma się obok taką Miłość jak Twoja, Panie, jest łatwiej.

Zabrali zatem Jezusa. A On sam, dźwigając krzyż, wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota. Tam Go ukrzyżowano, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa. Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: Jezus Nazarejczyk, Król żydowski. 

Najpierw Ogród Oliwny i krwawe łzy zgody na wolę Ojca. „Ja jestemˮ – mówisz, kiedy Cię szukają. Jesteś gotowy, wiesz, że tak trzeba. Umrzeć, by dać szansę ludziom, aby żyli. By dać mi szansę. Kryję się za Twoimi plecami, tam czuję się bezpieczniej, choć przecież chciałabym Cię zatrzymać, powiedzieć: Panie, wracajmy do ogrodu, jeszcze odpocznijmy, nabierzmy sił. Ty wiesz jednak, że to już czas męki, która prowadzi do zbawienia. A Ja teraz tylko myślę o tym, że nie chcę cierpieć i nie chcę, byś Ty cierpiał. 

Przesłuchanie. Traktują Cię, jak największego złoczyńcę, biją i plują na Ciebie. Co im zrobiłeś, Panie? Ja wiem przecież, że jesteś tylko Dobrem nieskończonym i Miłością bez końca. Wszystko przyjmujesz ze spokojem, nie tak jak ja, kiedy się denerwuję, jeśli ktoś tylko krzywym okiem na mnie spojrzy. Od razu odpowiadam atakiem na atak: „To nie ja, to nieprawda, to wy źle postępujecie! To ja mam rację!ˮ. 

A Ty nic nie mówisz. Najwyżej zapytasz ze spokojem: „dlaczego mnie bijesz?ˮ. Jesteś królem, a oni Cię wyśmiewają. Teraz jeszcze korona cierniowa wbijająca Ci się w głowę, biczowaniem rozdzierane ciało i płaszcz purpurowy zarzucony na rany. Boli mnie całe ciało od Twoich ran i nie mam siły Ciebie bronić. A Ty mnie umacniasz Swoją pewnością Miłości. Jesteś spokojny, a przecież tak bardzo cierpisz. Płaszcz ociera rany od biczowania. Krople krwi ze zranionej cierniami głowy opadają na twarz. I jeszcze do tego pianie koguta. Raz, dwa, trzy. Jak trzy strzały prosto w serce. 

A potem jeszcze raz jesteś sądzony. Widzę, jak ranią Cię krzyki: Ukrzyżuj, Na krzyż! Dla mnie krzyż – dzięki Tobie – jest symbolem Miłości, słodkiego cierpienia, więc całuję Go z uwielbieniem i Miłością. Nie chcę myśleć, czym był wtedy dla Ciebie i Twoich bliskich. 

I jeszcze droga krzyżowa. Każdy krok to ból. Po co jeszcze te wyzwiska i popychanie? Tak bardzo Ci ciężko, a nie niesiesz tylko belki krzyża, która i tak ciężka. Przed Swoimi oczami masz wszystkie ludzkie grzechy, również moje. To je musisz donieść na miejsce Golgoty, by razem z Tobą były przybite do krzyża. Tylko Maryja, Twoja Matka, jest dla Ciebie na tej drodze kropelką pocieszenia i św. Weronika, i jeszcze kilka serc, które kochają i cierpią z Tobą. Bardzo się wstydzę Panie, że ja również dołożyłam swoje grzechy do Twojego cierpienia. Upadasz już po raz kolejny, a ja za słaba jestem, by Ci pomóc, nawet by Ci nie dodawać cierpienia.

Miejsce Czaszki. Już dalej nie miałbyś siły iść. Krzyżują Cię. Gwoździe w rękach i nogach. Napis na krzyżu: „Jezus Nazarejczyk, Król żydowskiˮ i losy rzucone przez żołnierzy o Twój płaszcz. A pod krzyżem Matka Twoja i uczeń Jan. Jeszcze myślałeś w tym czasie o swoich bliskich, jeszcze zdołałeś powiedzieć: „Oto matka Twojaˮ, „Oto syn Twójˮ, żeby twoi najbliżsi nie zostali sami. Dziękuję Panie za Twoje serce, za twoją silę Miłości, za twoje cierpienie, w którym nie złorzeczyłeś, ale błogosławiłeś światu. 

„Wykonało się” – te słowa są dla mnie jak ulga. Już nie cierpisz. Zrobiłeś coś, co przekracza ludzkie możliwości . Naprawdę tego dokonałeś. Zniosłeś to całe cierpienie. Teraz już tylko przebiją Ci bok, z którego wypłynie krew i woda. A Józef z Arymatei zabierze Twoje ciało, by złożyć je w grobie.

Trudno nam dziś uwierzyć w taką miłość, Panie. Taką wierną po krzyż, po ból i cierpienie. Taką, która wytrwa do końca bez szemrania na trudy drogi. Taką, która nie odpowie atakiem na atak i krzykiem na krzyk.

Trudno nam dziś uwierzyć w taką miłość, Panie. Taką wierną po krzyż, po ból i cierpienie. Taką, która wytrwa do końca bez szemrania na trudy drogi. Taką, która nie odpowie atakiem na atak i krzykiem na krzyk. Trudno uwierzyć… Zwykle oddajemy przecież pięknym za nadobne, chcemy, by cierpieli ci, którzy zadali nam ból. Oddajemy z podwójną siłą otrzymany policzek.

A może to dlatego potrzebny był Twój krzyż?

Może dlatego, by pokazać, że…. miłość prawdziwa jest możliwa, że jest miłość, która potrafi powstrzymać się od uderzenia, by zatrzymać zło na sobie, milczeć, gdy się jej urąga. Cierpieć i nie podnosić ręki na tych, co ją skrzywdzili. Mówić ciche: „Panie, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Dziękuję Ci, Panie, za lekcję krzyża.. Dziękuję za lekcję Miłości. 

Ile razy jesteśmy rozczarowani, bo zawiedzie nas miłość. Ile razy zawiedzie nas człowiek, który mówi przecież, że kocha? Ty nie zawiodłeś nas nigdy, chociaż może niektórzy tak myśleli, na przykład w Getsemani czy w drodze do Emaus. A jednak nie zawiodłeś. Zawsze byłeś z ludźmi, obok potrzebujących. Rozmnażałeś wino, pocieszałeś i uzdrawiałeś. Mimo to oskarżono Cię i skazano. Za dobro spotkała Cię niewdzięczność. Za Miłość słowo: „Ukrzyżuj”. 

Jednak Ty nie przestałeś kochać człowieka. Nie byłeś nim rozczarowany. Dlaczego? Przecież to człowiek zawiódł na całej linii. Ja zawiodłam… 

I jak to teraz pojąć?

Kochasz mnie? Mimo że zdradziłam? Mimo że się Ciebie zaparłam? Ty mnie kochasz? Wszystko przebaczasz i zapominasz?

Staję z tymi pytaniami pod krzyżem. On jest na nie odpowiedzią. 

Dziękuję Ci, Panie, za lekcję Krzyża. Dziękuję Ci, Panie, za lekcję Twojej Miłości. Może Ciebie naśladując, kiedyś i ja choć trochę się do Ciebie upodobnię, stanę się śladem Twojej Miłości. 

Daj mi łaskę, bym umiała przebaczać, nawet 77 razy, abym Ciebie naśladując, mogła uczestniczyć w dziele Twojego zbawienia i Twojej Miłości.

Nie wiedziałem
że można dech stracić w jednej chwili
poczuć ból przeszywający do krwi
zaniemówić nad jednym słowem
UKRZYŻUJ!!!
za miłość bez granic
cierpliwą obecność
delikatną czułość
UKRZYŻUJ!!!
za słowa których serce nie chce słuchać
za brak kompromisu ze złem
za dobroć prawdziwą
UKRZYŻUJ!!!
Oddycham już głęboko
wzrok podnoszę do góry wiem że tak trzeba Ojcze
tak trzeba
by człowiek miłości umiał
zaufać do końca

(ks. Marek Chrzanowski FDP, Nasze Krzyżowe Drogi)

źródło: https://bosko.pl/wiara/Wierna-po-krzyz.html

https://bosko.pl/wiara/Wielki-Piatek-Z-Jezusem-na-Golgocie.html

Podziel się: